czwartek, 29 marca 2018

Dzienniki: Warszawa


Warszawa, w dniu 30  sierpnia 2013

          Staram się jak najwięcej czytać. Rozumiem już zdecydowanie więcej niż to było na samym początku, ponad 90% z każdej przeczytanej książki. Już w krótkim czasie opuszczam Warszawę, ale pewnie nie na długo. Jutro jadę na Śląsk, gdzie mieszkają znajome, i dalej razem pojedziemy do Niemiec. Tam, w Berlinie, właśnie się poznaliśmy rok temu. Za niedługo wiza mi się skończy, i będę musiała wracać do domu, ale już wymyśliłam powod dla kolejnej wizy: po dwoch miesiącach nauki polskiego, zdaję egzamin niezbiędny do pracy na terenie Rzeczpospolitej. 

Dzienniki: Warszawa


Warszawa, w dniu 2  sierpnia 2013
       
          Warszawa powitała nas zbyt wysoko znajdującym się słoncem, dni są tak naprawdę za zbyt ciepłe.  Ciepłe, a raczej bym powiedziała gorące powietrze, działa na moją zbyt wrażliwą skórę w sposób bardzo niekorzystny, staje się odrazu czerwona. A myślałam, że wyruszam w drogę w kierunku północy, to ma być chłodno. Dzisiaj właśnie się dowiedziałam, jaka rożnica jest pomiędzy „chłodem” a „zimnem”. Miezkam w akademiku Uniwersytetu Warszawskiego razem z koleżanką z Wielkiej Britanii.
- Skąd jestesz? – to pierwsze pytanie które słyszę codziennie od każdej nowo poznanej osoby.
- Z Mołdawii. Nazywam się Olga.
- Ja mam na imię Rose-Mary Saskie Katarzyna. Możesz zwać mnię Marysią. To pierwsze imię mi się nie podoba.
- Pochodzisz z Polski?
- Tak. Moja mama kiedyś wyjechałą do Wielkiej Brytanii. Tata jest Brytyjczykiem. Mam tu babcię, ciocię, w ogóle dużo krewnych mam w Polsce… Nie mam nic do powiedzenia, bo nie kojarzę moich polskich krewnych. Jestem sama. Na noc zostawiamy wodę w lodówce, aby rano wziąc je ze sobą na zajęcia. Po zajęciach idę do księgarni. Jeden z profesorzy Uniwersztetu Warszawskiego polecił nam do przecztania książki o Powstaniu Warszawskim, pierwszą z ktorych była znana opowieść nowoczesnego pisarza Piotra Żychowicza Oblęd-44. Ale moją pierwszą książką w języku polskim był Rotmistrz Sosnowski. Moja mama z domu Sosnowskich, i właśnie to nazwisko przeprowadziło mnie do tego kraju.

Dzienniki: Warszawa


Warszawa, w dniu 6  pazdziernika 2013

        ...Jestem zestresowana, ponieważ egzamin wydaje się być bardzo trudny, i za mało czasu miałam na gramatykę języka polskiego. Poznaję bardzo miłą panię z Ukrainy, ktora chętnie dzieli się ze mną czekoładką. Dzisiaj przyda się  jak najbardziej. Z cześci pisemnej mam chyba najgorszy wynik, natomiast część ustna idzię mi świetnie. Emocje nie dają mi odetchnąć z ulgą, bo nie wiadomo w końcu, jaka będzie moja ostateczna ocena, i czy w ogole zaliczyłam ten egzamin. W każdym razie, czuję się bardzo zmęczona, jadę do Złotych Tarasow na kawę i oczywiście do restauracji. Mam nadzieję, że egzamin z języka polskiego mam zaliczony.